PRZYNAJMNIEJ RAZ W ROKU

– O nie! – jęknęła mama wchodząc do pokoju bliźniaków.
– To przechodzi ludzkie pojęcie. Skarpetki na stole, ogryzek w doniczce, książki w łóżku, zeszyty na podłodze...
– O co taki raban? – wzruszył ramionami Mateusz. – Od bałaganu nikt jeszcze nie umarł, a z przepracowania wielu.
– Nie sądzę, aby ci groziło przepracowanie. Chyba że nie będziesz sprzątał przez rok, wtedy rzeczywiście może okazać się, że będzie to robota ponad twoje siły – odparła mama.
– Zaraz się za to weźmiemy – odezwała się Gosia. – Pół godzinki i będzie super.
– Tylko po co? – nie dawał za wygraną Mateusz. – Sama wiesz, że zaraz znów będzie
jak zwykle.
– Zupełnie jak ze spowiedzią – zauważyła mama. – Człowiek oczyści swą duszę, a za chwilę znów pojawiają się na niej plamy. Problem w tym, że lekkie zabrudzenia łatwo doprać, a ze starym brudem walka jest o wiele trudniejsza.
– Mówisz tak, jakby zwykły bałagan był nie wiadomo jakim grzechem – oburzył się Mateusz.
– Bo jest grzechem, grzechem zaniedbania – wyjaśniła mama. – Nie zawsze człowiek grzeszy tym, co robi. Czasem zło tkwi właśnie w tym, czego nie robi, choć powinien. Popatrzcie na swój pokój. Gdyby wszystko było na swoim miejscu, sprzątanie trwałoby trzy minuty – pościelić łóżka, odkurzyć dywan, zanieść brudne rzeczy do pralki i gotowe. Im dłużej się bałagani, tym trudniej posprzątać.
– Ze spowiedzią jest chyba podobnie – zamyśliła się Gosia.
– Oczywiście – potwierdziła mama – dlatego przynajmniej raz w roku trzeba do niej przystąpić.
– Tylko raz? – zdziwił się Mateusz.
– Przynajmniej raz – uściślił tato, który nieoczekiwanie stanął w drzwiach. – Ja postanowiłem, że będę się spowiadał co miesiąc i tego pilnuję.
– Dlaczego? – spytał Mateusz.
– Bo wtedy mogę z czystym sercem przyjmować Komunię św., a to jest dla mnie bardzo ważne.

 


TRZECIE PRZYKAZANIE KOŚCIELNE

– A to dopiero! – zawołał tato. – Ciocia Mariola i wujek Jurek zapraszają nas do Krakowa.
– Hurrra! – ucieszył się Mateusz.
Od czasu rekolekcji wakacyjnych przyszywanych „cioć” i „wujków” pojawiło się takie mnóstwo, że bliźniaki nie mogły się ich doliczyć. Co jakiś czas ktoś się odzywał, pytał, co słychać albo prosił o modlitwę w jakiejś ważnej dla niego sprawie.
– Zobaczymy się z Kasią i Pawełkiem? – dopytywała Małgosia.
– Oczywiście! – uśmiechnęła się mama. – Ciocia z wujkiem zapraszają nas na dwa dni, więc zdążycie się sobą nacieszyć.
– Na całe dwa? – zdziwił się Mateusz.
– Nawet się nie obejrzysz, kiedy miną – zapewnił go tato i jak zwykle miał rację.
Ciocia z wujkiem przygotowali tyle atrakcji, że bliźniaki nie miały czasu na złapanie oddechu. Ilość wrażeń sprawiła, że na Mszy św. w Łagiewnikach Mateusz zasnął. Przytulony do mamy ocknął się dopiero, kiedy usłyszał dzwonki na podniesienie. Zaczerwienił się i nie poszedł do Komunii św.
– Naprawdę nie chciałem – tłumaczył się, kiedy ciocia z wujkiem żartowali sobie na temat „różnych sposobów chwalenia Pana Boga”.
Tato jednak poważnie powiedział:
– Po pierwsze – grzech jest wtedy, gdy świadomie popełniasz zło, a przecież nie chciałeś spać. Po drugie, jeśli nawet twoje sumienie nie jest całkiem czyste, ale nie masz grzechu ciężkiego, możesz przeprosić Pana Jezusa za wszystko, co było nie tak i przyjąć Komunię świętą. Tak naprawdę, tylko grzech ciężki lub bardzo dużo lekkich sprawia, że musisz pozostać w ławce.
– Tylko, że ja pomyślałem sobie, że jeśli przynajmniej raz w roku trzeba przyjąć Komunię św., to ja mam już zapas na co najmniej dziesięć lat – zaczął się tłumaczyć Mateusz.
– Co? – zdumiał się tato.
– Synku, Pan Jezus cieszy się ze spotkania z każdym człowiekiem, ale tak naprawdę to nie Jemu jest ono potrzebne, ale nam – mnie, tobie, Małgosi. Codziennie karmisz swoje ciało i dobrze, bo potrzeba ci sił i energii. Komunia to pokarm dla twej duszy. Chyba nie chcesz, aby umarła z głodu?





Ewa Stadtmüller
Rys. MOS