Św. Feliks z Cantalice 
(1515–1587)



Mały Felek bardzo chciał zostać kapucynem. Głos, który słyszał w sercu wyraźnie mówił o kapucynach. Bracia jednak nie byli przekonani i nie spieszyli się z przyjęciem go do swego grona. Po pewnym czasie zmienili zdanie. Feliks został kapucynem. Przełożeni wysłali go do Rzymu, gdzie przez czterdzieści lat kwestował na ulicach miasta.
Brat Feliks wyciągał z kwestarskiej torby kawałki chleba i dawał głodnym dzieciom spotkanym na ulicach. Siadał i opowiadał im o Panu Bogu i jego miłości do ludzi. Dzieci lubiły słuchać jego prostych, radosnych piosenek o tym, że Pan Bóg kocha każdego. Śpiewały je potem w domu i tym sposobem nuciło je całe miasto.
Zakonnik miał też moc uzdrawiania. Uleczył niemowlę z wysokiej gorączki, namaszczając jego głowę olejem z lampy naftowej, i modląc się żarliwie. Co dzień modlił się za wszystkie dzieci. Do dziś w dniu jego święta, 18 maja, podczas specjalnego nabożeństwa w kapucyńskich kościołach namaszcza się dzieci olejem św. Feliksa.
Ewa Stadtmüller
Rys. Łukasz Zabdyr



 Bł. Pier Giorgio Frassati
(1901–1925)



 Żył zaledwie 24 lata, ale to wystarczyło, aby zaistniał w świadomości tysięcy ludzi jako człowiek, który naprawdę umiał kochać Pana Boga i bliźniego. Żył pełnią życia – studiował, wspinał się po górach, jeździł na nartach, słuchał muzyki i śpiewu, pomagał najuboższym.
– Rozumiem w niedzielę, ale codziennie – dziwi się pani Adelajda, matka Giorgia. – Czy ty synku nie przesadzasz z tym kościołem? Z początku koledzy z uczelni nabijają się ze „świętoszka”, ale wkrótce ich kpiny zamieniają się w szacunek. Niewybredne żarty czy przekleństwa cichną, gdy się pojawia, chociaż nie zadziera nosa, ani nie prawi kazań. Jest wesoły, serdeczny, pomaga każdemu, kto go o to prosi.
– Znowu się spóźniłeś – wypomina matka. – Tracisz czas nie wiadomo na co – grzmi ojciec – żyjesz bezmyślnie. Pier Giorgio milczy, nie broni się. Nie opowiada, że całe przedpołudnie spędził wśród biedaków. Nie chwali się, że nauczył się robić zastrzyki i sam może aplikować lekarstwa chorym. Nie wspomina, że zamienia bilet pierwszej klasy na trzeciej, by zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na opał dla biednych.
Dziecięca choroba polio, którą zaraził się od ubogich rozwija się błyskawicznie. Pier Gioggio odchodzi do Tego, którego ukochał całym swym życiem. Na pogrzeb przychodzą zapłakani koledzy ze studiów, liczni przyjaciele i tysiące biedaków, dla których był prawdziwym dobroczyńcą i bratem. Zszokowani rodzice Giorgia uświadamiają sobie, że tak naprawdę nie znali własnego dziecka.

*Czytaj Dżiordżio Frasati

Ewa Stadtmüller
Rys. Łukasz Zabdyr