PRZYKAZANIE SIÓDME I DZISIĄTE

– Ależ wy szybko rośniecie – zauważył tato, patrząc na nogawki Mateuszowych spodni.
– Nowe polary też by się przydały – podchwyciła Małgosia.
– Nie ma rady, jutro idziemy na zakupy – westchnęła mama. Pomyślała z obawą, jak to wytrzyma domowy budżet. Dlatego bardzo się ucieszyła, kiedy wieczorem przyszła ciocia Zosia z reklamówką ciuchów.
– Agnieszka wyrosła z paru rzeczy, może się przydadzą – powiedziała, kładąc torbę na wersalce.
Gosia nie była zachwycona. Po cichu marzyła o markowych dżinsach i modnej koszulce, a tu proszę: zwykłe sztruksiaki, jakiś sweterek w paski. Dlaczego inne dziewczyny mogą wyglądać super, a ona nawet skarpetki ma zwyczajne, nie takie fajne jak Iza. Faktycznie, ciuchy Izy były oryginalne, bo tata przysyłał je z Londynu i wszystkie dziewczyny patrzyły na nie z zazdrością.
Po WF-ie Małgosia zagadała się w szatni. Już miała wychodzić, kiedy zobaczyła leżącą pod szafką koszulkę. Ale fantastyczna! To chyba Izy. Ona ma takich mnóstwo. Nawet nie zauważy, że jedną zgubiła. Gosia obejrzała się, czy nikt nie widzi i prędko schowała koszulkę do teczki.
Udało się, powinna się cieszyć, a jednak zrobiło jej się ciężko na sercu. Obiad jej nie smakował. Zabraną z szatni koszulkę wsadziła na samo dno szuflady. W nocy nie mogła zasnąć. Rano zapakowała nieszczęsną koszulkę do teczki. Chciała podrzucić ją do szatni, ale jak na złość ciągle ktoś tam był. Zaczęła się denerwować. W klasie ostrożnie wyciągała książki, żeby przypadkiem nikt nie zauważył zielonego materiału.
Na przerwie usłyszała jak Iza żali się Madzi, że zgubiła swoją ulubioną koszulkę. Nagle coś ją tknęło. Pędem pobiegła do klasy.
– Czy to ta? – zapytała wyjmując koszulkę z teczki. – Leżała pod kaloryferem.
– Jejku! – pisnęła Iza. – Jesteś kochana! Dziękuję! Dobrze, że mi ją wzięłaś.
– To nie zupełnie tak... – próbowała wyjaśnić Gosia, ale Iza nie dopuściła jej do głosu.
Gosia obcałowana i wyś­cis­kana wracała do domu jak na skrzydłach. Nigdy wię­cej nie wpadnie na pomysł zabrania czyjejś rzeczy.


 


ÓSME PRZYKAZANIE

O zadaniu z języka polskiego Mateusz przypomniał sobie, gdy usłyszał dzwonek na lekcję. Poprzedniego dnia, w czasie kiedy Gosia zaczęła odrabiać zadanie, pobiegł grać w piłkę, a kiedy wrócił zupełnie o nim zapomniał.
Gdy pani zbliżała się do jego ławki, Mateusz poczuł skurcz w żołądku.
– To wszystko przez ten ból brzucha, proszę pani – skłamał, tłumacząc brak zadania.
Pani spojrzała na Gosię, która nie wiedząc, co powiedzieć, kiwnęła głową.
– To pewnie grypa żołądkowa – zaniepokoiła się pani. – Myślę, że najlepiej będzie jak zadzwonię do twojej mamy i poproszę, aby zabrała cię do domu. Jesteś taki blady.
Faktycznie, na myśl o tym, Mateusz zbladł.
– Ale mnie już przeszło – próbował się bronić.
Nic z tego. Pani była nieugięta. Posadziła go samego w ostatniej ławce i sięgnęła po komórkę.
– Panie Boże, ratuj! – modlił się chłopiec. – Już nigdy nie skłamię!
Gosia ze złością patrzyła na brata.
– Wasza mama ma wyłączoną komórkę. Trudno, zadzwonię po lekcji – zdecydowała pani. – Małgosiu, zaprowadź Mateusza do pani higienistki.
– Ty kłamczuchu! – syknęła Gośka, gdy tylko znaleźli się sami.
– Sama też kiwałaś głową – przypomniał jej Mateusz
Oboje czuli się jak w pułapce. Bujać dalej, czy powiedzieć prawdę?
– Chyba trzeba powiedzieć prawdę – westchnął Mateusz.
Kiedy tylko zadzwonił dzwonek na przerwę, stanęli przed panią.
– Proszę, niech pani nie dzwoni do naszej mamy – poprosiła cicho Gosia.
– Tak naprawdę, to mnie brzuch wcale nie bolał – wydusił Mateusz – tylko zapomniałem o tych ćwiczeniach.
– Kłamstwo ma krótkie nogi – pokiwała głową pani. – Zapomnę o całej sprawie – obiecała – ale pod jednym warunkiem. Na drugi raz, zamiast puszczać wodze fantazji, powiecie uczciwie jak było, zgoda?
– Zgoda! – odetchnęły z ulgą bliźniaki. 


Ewa Stadtmüller
Rys. MOS